Artykuły

Czwartkowe Rozmowy #20 – Sebastian Nowak

czwartek, 18/02/2021

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły autorstwa Sebastiana Chyla na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

Autor tekstu: Sebastian Chyl
+8

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły autorstwa Sebastiana Chyla na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

Druga część rozmowy w której, trener bramkarzy Akademii Stali Rzeszów opowiada wiele ciekawostek ze swojej bogatej kariery piłkarza.

Ekstraklasa. Górnik. Zabrze

fot. DZ

Opuściłeś Ruch Chorzów i trafiłeś do największego ligowego rywala – Górnika Zabrze. Dla wielu ludzi czyste szaleństwo.
– Jestem taką osobą, która wiele rzeczy jest w stanie przecierpieć. Jednak z każdym kolejnym miesiącem to wszystko się we mnie kumuluje. Mieliśmy w Chorzowie coraz większe zaległości, a byłem zawodnikiem, który miał dużo do powiedzenia w szatni. Nie ma co ukrywać, że nie wszystkim się to podobało. W pewnym momencie poczułem, że nie liczy się wspólne dobro, zarówno moje jak i klubu. Działacze za wszelką cenę chcieli mnie sprzedać nie licząc się z moim zdaniem.

Pojawiały się jakieś konkretne oferty?
– Tak. Jednak zazwyczaj były w najmniej odpowiednim momencie. Pamiętam taką transferową anegdotkę, że byłem świeżo po zabiegu stawu łokciowego i zadzwonił do mnie jeden z managerów mówiąc iż zabukował mi bilety do Anglii, jeden z klubów Championship już wstępnie się dogadał z Ruchem. Byłem zszokowany, bo dwa dni wcześniej miałem zabieg i nie nadawałem się do jakichkolwiek treningów. Dużo było w tym sportowej prowizorki. Działacze i managerowi nie wiedzieli, że lekarz klubowy mnie operował.

Sama wspomniana umowa w Zabrzu?
– Szybko doszliśmy do porozumienia. Do Górnika wchodził wtedy pokaźny sponsor jakim była firma Allianz. Co prawda pod względem finansowym umowa na papierze była słabsza niż ta z Chorzowa, ale przynajmniej była gwarancja regularnych wypłat.

Odczuwało się na śląskim podwórku głosy niezadowolenia zarówno ze strony Niebieskich jak i Torcidy?
– Swoje się nasłuchałem. Nie ma co ukrywać. Kibice Górnika też dawali upust swym emocjom, zwłaszcza kiedy zagrałem słabszy mecz. Jednak nie spotkałem się z żadną agresją na ulicy. Mieszkałem wtedy na osiedlu 1000-lecia w Katowicach, które jest podzielone pomiędzy fanatyków Ruchu i GieKSy i jeśli dochodziły do rozmów z sympatykami, to były to bardziej luźne wymiany poglądów, aniżeli uszczypliwości.

Jak przyjęła cię szatnia Górnika Zabrze?
– Bardzo dobrze. Złapałem z chłopakami dobry kontakt od początku. Był tylko jeden z trenerów, który początkowo często kierował w moją stronę docinki typu – niebieski, chorzowski. Jednak mój charakter nie pozwolił na tolerowanie tego i powiedziałem mu dosadnie co o tym myślę. Później już miałem pełen spokój.

Wokół Górnika również skupione są wielkie postacie dla chłopaka wychowanego na śląskiej piłce.
– Tak jak w Ruchu był Gerrard Cieślik, to w Górniku Stanisław Oślizło, który nawet przez chwilę był kierownikiem drużyny. Przyjeżdżał na nasze spotkania Andrzej Szarmach, a trenerem był Henryk Kasperczak. Młodsi kibice może ich nie pamiętają, ale dla mnie była to wielka sprawa. Czuć było historię przy Roosvelta i wielokrotnie nie brakowało naszych rozmów ze wspomnianą starą gwardią, która zawsze twierdziła iż za ich czasów było lepiej!

Kogo wspominasz myśląc o szatni Górnika?
– Tutaj znowu będę miał porównanie do Ruchu. W Chorzowie spotkałem Marcina Malinowskiego, Mariusza Śrutwę, Krzysztofa Bizackiego, czy Piotra Mosóra, a w Zabrzu byli za to Tomasz Hajto, były selekcjoner Jerzy Brzęczek, oraz Piotr Gierczak. Same postacie, które sporo zdrowia w tej piłce zostawili.

Czułeś, że Jerzy Brzęczek może zostać selekcjonerem?
– Na pewno było widać, iż ma przysłowiową smykałkę do trenerki. Był bardzo przekonywujący samą osobowością. Do tego kapitalna postać w życiu prywatnym. Dużo pozytywnego wrażenia robił poza boiskiem. Miał charyzmę, ogromną kulturę, a na murawie kipiała z niego wielka energia. Przed pierwszym gwizdkiem był już długo wcześniej optymalnie nakręcony. Potrafił pobudzić drużynę. Nie mogę o nim powiedzieć złego słowa.

Skoro młodzież nie miała lekko z Mariuszem Śrutwą, to jak wyglądały relacje z Tomaszem Hajto, który według wspomnień potrafił zrugać początkowych piłkarzy chociażby za kolor butów.
– Wiadomo jakie podejście do życia miał Gianni. Dlatego śmiałem się jak w mediach pojawiło się określenie, że Tomek temperował lanserkę wśród młodych. Chociaż nie da się ukryć. Lubił młodzieży dogryźć. I miał do tego pełno prawo. Gianni zwiedził trochę świata, pograł w dobrych klubach i on wiedział z czym to się je. Może był czasami zbyt brutalny, ale jednak w pełni prawdziwy.

A Henryka Kasperszaka warsztat jak wspominasz?

– On przyszedł do nas jak graliśmy o utrzymanie w lidze. Miał w sobie ogromną osobowość. Mieliśmy wrażenie, że wszystko co złe dzieje się wokół drużyny, to bierze na własne ramiona. Były to czasy, kiedy kibice potrafili nam przyjść w 200 osób na trening i głośno wyrazić, co sądzą o kiepskich wynikach. Wtedy wychodził trener Kasperczak i brał na siebie całe wkurzenie sympatyków. Warsztat trenerski chwaliłem, ale nie miałem porównania do tego co było kiedyś. Damian Gorawski, który pracował z nim w Wiśle Kraków opowiadał, że na pewno w Zabrzu stał się bardziej nerwowy. Może aspekt sportowy miał na to wpływ? Czasy Wisły to przysłowiowy samograj. Ogólnie bardzo miło go wspominam. Spotkaliśmy się po kilku latach na plebiscycie najlepszego piłkarza małopolski i sporo porozmawialiśmy. Darze go ogromną sympatią.

Okres gry w Górniku Zabrze jakbyś ocenił?
– Byłem w Zabrzu trzy i pół roku. Poznałem wiele osób. Jednak pod kątem sportowym mógł być to lepszy czas. Przychodząc do Górnika nie byłem od razu pierwszym bramkarzem. Następnie spadliśmy z ekstraklasy. W połowie sezonu trener Kasperczak pożegnał się z Jurkiem Brzęczkiem i Tomaszem Hajto i to ja zostałem kapitanem, co nie spodobało się kibicom. Następnie przyszedł trener Adam Nawałka i zaczęły się moje kłopoty.

Trener Nawałka już wtedy miał swoje zasady o których mówi środowisko piłkarskie?
– Tak. Było tego sporo, ale nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Na początku na mnie stawiał, ale później wyraziłem głośno swoje zdanie na pewne tematy i zostałem odsunięty. Nie mogłem tolerować pewnych zachowań w stosunku do mnie, ale i innych zawodników. Uważam, że przede wszystkim powinniśmy się wszyscy szanować, a nie do końca tak było.

Wielkie Derby Śląska na Stadionie Śląskim w 2008 roku. Tym meczem żyła cała Polska.
– Dla mnie te spotkania były wielką rzeczą. Grałem w nich jako piłkarz Ruchu, ale i Górnika. We wspomnianym pojedynku byłem kapitanem Żaboli. Pamiętam, że w tunelu prowadzącym na murawę chłopaki z Ruchu się śmiali, że pomyliłem koszulki. Sam mecz to wielkie emocje i niesamowita otoczka. Już od porannych godzin czuliśmy wielką ekscytacje. Zgrupowanie w jednym z katowickich hoteli. Następnie przejazd na stadion przy dużej eskorcie policji. Mnóstwo fanów Ruchu na ulicach. Dla takich chwil warto grać w piłkę. Często wspominam takie mecze z dodatkową oprawą. Derby, wyjazdy na Legię, Wisłę czy Lecha. Życzę każdemu młodemu chłopcu, aby miał podobne, albo i lepsze wspomnienia, bo to zostaje na całe życie. Mnie takie spotkania nakręcały i była we mnie tylko pozytywna energia. Czasem brakuje tego kibicowskiego ryknięcia, które słyszałem przy wyjściu na murawę.

Ciąg dalszy nastąpi…

Autor tekstu: Sebastian Chyl

Najnowsze aktualności