Artykuły

Czwartkowe Rozmowy #3 – Maciej Seroka

czwartek, 21/05/2020

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

Autor tekstu: Sebastian Chyl
10+

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

W trzeciej odsłonie mojego formatu goszczę Macieja Serokę. Niezwykle inteligentna postać, która w rzeszowskiej Stali przeszła wszystkie możliwe szczeble. Od chłopaka z biało-niebieskiej dzielnicy, po trenera seniorów i akademii. Zapraszam do lektury!

Od Hetmańskiej do Krakowa

Wieść niesie, że wychowałeś się bardzo blisko stadionu.
– Sama prawda. Gdyby nie drzewa, to z perspektywy murawy mógłbym wskazać dokładny blok, w którym mieszkałem. Najpiękniejsze lata dzieciństwa spędziłem na Hetmańskiej.

Jak w latach 90-tych wyglądała piłka nożna na Waszej dzielnicy?
– To był czas, że każdego ciągnęło do sportu. Najczęściej graliśmy na nieistniejącym boisku asfaltowym, które było zlokalizowane w miejscu, gdzie teraz jest Prokuratura Okręgowa. Ponadto z chłopakami często rywalizowaliśmy na bulwarach. Zdarzały się sytuacje, że rozgrywaliśmy piłkarskie spotkania obok stadionu. Za nową trybuną był wał przeciwpowodziowy, a tuż za nim było boisko ze żwirową nawierzchnią.

Kto z tamtego pokolenia Hetmańskiej trafił później do Stali?
– W okolicach mojego bloku wychowało się kilku zawodników. Na pewno muszę tutaj wspomnieć o Miłoszu Lewandowskim, który obecnie jest trenerem od przygotowania fizycznego, a trochę zdrowia w bramce Stali zostawił na boisku. Na nasze osiedle często przychodził Arkadiusz Baran. Co prawda był od nas starszy, ale zdarzało się z nim grywać. Oczywiście nie mógłbym zapomnieć o Łukaszu Szczoczarzu. Mieszkał dwa bloki dalej i później strzelił sporo bramek w biało-niebieskich barwach.

Twoje początki w juniorach Stali?
– Wówczas nie mieliśmy tak rozwiniętych grup młodzieżowych. Większość mojego pokolenia wychowywała się na podwórku i nie potrzebowała dodatkowych zajęć. Dopiero w wieku 9 lat mój tata poprosił trenerów, abym mógł spróbować swoich sił na zajęciach. Chodziłem do drugiej klasy, a trenowałem z chłopakami starszymi o cztery lata. Teraz taką sytuację ciężko sobie wyobrazić.

Po młodzieżowych zespołach trafiłeś na zaplecze seniorskiej drużyny. Kogo wspominasz z tamtych czasów?
– Występowałem w rezerwach. Niestety nie udało mi się zadebiutować w seniorach – chociaż rozgrywałem mecze sparingowe. W drugiej drużynie miałem przyjemność grania z Wojciechem Reimanem. W mojej piłkarskiej przygodzie przewinęli się również obecny koordynator – Krzysztof Husa. Poza tym byli wtedy w Stali doświadczeni Paweł Kloc, Krzysztof Majda, którego syn chodzi obecnie do naszej szkoły, a trenerem wspomnianej drużyny był Jacek Hus, czyli tata Krzyśka. Tego wszystkiego nie sposób opisać.

Wiele osób miło wspomina tamte czasy.
– Dla mnie to był rewelacyjny okres pod kątem piłki i całej otoczki, która tutaj była. Teraz cieszymy się, że awansowaliśmy do drugiej ligi, ale przypominam, że jest to trzeci poziom rozgrywkowy. Na takim dawno temu graliśmy regularnie i walczyliśmy o wejście na zaplecze ekstraklasy. Były na Hetmańskiej super spotkania. Chociażby z Cracovią Kraków, Koroną Kielce, Sandecją Nowy Sącz. Pamiętam również niezwykle elektryzujący baraż z Ruchem Chorzów.

I spotkania derbowe.
– Na jednym takim meczu było blisko 8 tysięcy widzów! Stadion był pełny. Tylko sektor buforowy, który był zlokalizowany w miejscu, gdzie teraz przy sektorze gości stoi jupiter z wiadomych względów świecił pustkami. W późniejszych latach różnie to bywało. Pamiętam, że jak studiowałem to, był taki czas, że kompletnie wypadłem z obiegu. Wracając do domu obwodnicą, zobaczyłem mnóstwo policji. Okazało się, że trwają derby. Jednak frekwencja nie była już tak imponująca. Mówiłem wtedy do brata z Kwiatkowskiego, że to już nie to samo. Na szczęście teraz klimat piłkarskiego święta powrócił.

W Krakowie nie przestałeś grać w piłkę.
– Reprezentowałem studencką drużynę AZS-u. Mieliśmy w tym zespole kilku ogranych chłopaków – nawet na zapleczu ekstraklasy – jak Jakub Hładowczak z Widzewa Łódź. Występowałem też w klubach czwartoligowych jak Skawa Wadowice czy Borek Kraków. Jednak był to już powolny koniec mojej przygody z graniem, a początek czegoś nowego.

Kształcenia w kierunku trenerskim.
– Wiedziałem, że granie na dłuższą metę nie ma większego sensu. Dlatego poszedłem na studia magisterskie i zacząłem naukę na specjalizacji trenera II klasy.


Ciąg dalszy nastąpi…

Autor tekstu: Sebastian Chyl

Najnowsze aktualności