Wszystkie aktualności

Kacper Durda: „Pod kątem życiowym na pewno jestem spokojniejszym człowiekiem i mam taki życiowy luz”

środa, 02/12/2020

Autor tekstu: Paweł Pyskaty
+11

Zacznijmy od nastrojów w Wólczance po rundzie jesiennej. Jesteście zadowoleni z tego, co udało Wam się wypracować?

Cele były bardzo ambitne. Chcieliśmy powtórzyć rezultat z zeszłego sezonu. Mam nadzieję, że jesteśmy na dobrej drodze. Najlepiej jednak obrazują to wyniki – jesteśmy wysoko w tabeli, gramy ofensywnie i praktycznie w każdym meczu strzelamy bramki. Nie dostosowujemy się zbytnio do przeciwnika, tylko zazwyczaj to my narzucamy swój styl gry, więc jestem zadowolony z siebie oraz drużyny i myślę, że z wzajemnością. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty.

Jednocześnie szkoda, że do lidera tracicie sporo punktów.

Tak, rywale trochę uciekli, ale patrząc na całą nastepną rundę, to różnica czterech meczów z pełną pulą dla nas i ich porażek. Graliśmy właśnie z nimi (Wisła Puławy – przyp. red.) w pierwszej kolejce. Brakło nam moim zdaniem trochę takiego zgrania ze sobą, ponieważ były sytuacje i groźne strzały, po których mogliśmy wywieźć inny wynik z Puław i może teraz tabela wyglądałaby nieco inaczej. Ale na razie jest tak, jak jest. Walczymy o najwyższe cele i tyle.

Jakie były Wasze założenia przed tą rundą?

Na pewno żeby się nie bać, żebyśmy byli bardzo odważni w tym co robimy, a efekty przyjdą. Chcieliśmy powtórzyć wynik z tamtego sezonu i powiedzieliśmy sobie otwarcie, że awans jest realny i cały czas do tego dążymy. Także jednym z założeń było ogrywać się, bo wiadomo, że jesteśmy bardzo młodym zespołem, więc czasami brakuje nam tego doświadczenia.

Spodziewałeś się, że to miejsce w III lidze będzie tak wysokie, jak w ubiegłym sezonie? W końcu w lidze macie sporo drużyn – aż dwadzieścia.

Osobiście zawsze wierzyłem w Wólczankę i widziałem też po trenerze jego pewność siebie, którą w jakiś sposób nas obdarzył. Trener Myśliwiec moim zdaniem zrobił fajną robotę i dobrze wytłumaczył to, co mieliśmy wykonywać na boisku. Każdy wiedział, co miał robić – nie biegał, jak to się mówi, bez mapy. Czy się spodziewałem? Myślałem, że będziemy wysoko, ale nie sądziłem, że aż tak.

„Jestem mobilnym zawodnikiem i nie lubię statycznie poruszać się w środkowej części boiska. Lubię zbiec czasem do boku.”

Na swoim koncie póki co masz 8 bramek. W ostatnich meczach tych goli jednak Ci nie przybywało. Z czego to wynikało? Zmiana pozycji, inne ustawienie, czy zmiana zadań na boisku?

Rywale zaczęli do nas podchodzić z lekkim respektem i przygotowywali się na pewno na Wólczankę, która wygrała pięć meczów z rzędu, niż na tę, która była przed sezonem. My nie zmieniliśmy jakoś drastycznie naszego stylu gry w trakcie sezonu. Te bramki nie przychodziły, bo też nie ukrywam, że było mało sytuacji z mojej strony. Owszem, miałem je, ale nie były one klarowne. Jestem właśnie teraz na etapie rozmowy z trenerem Myśliwcem, co mogło być tym spowodowane, ale nie uważam, żebym gorzej zagrał drugą część rundy. Trzymałem poziom i starałem się grać jak najbardziej zespołowo, bo w tej dyscyplinie to drużyny osiągają cele, nie jednostki.

Patrzyłem także na Wasze ustawienie w Wólczance i widzę, że trener trzyma się go konsekwentnie. Moje pytanie brzmi – czy w tym ustawieniu czujesz się dobrze?

Szczerze powiem, że tak. Jestem bardzo mobilnym zawodnikiem i nie lubię statycznie poruszać się w środkowej części boiska. Lubię zbiec czasem do boku. Trener dał nam wolną rękę. Owszem, były założenia, jak chociażby że przy naszym otwarciu dziewiątki muszą być szeroko. Jednak dalsze części akcji były też efektem naszej wodzy fantazji. Trener był bardzo otwarty i nigdy nie przedstawiał nam gotowych schematów, tylko pomysły. My to realizowaliśmy, dodając coś od siebie. Uważam, że taki luz też dużo nam dał, jako drużynie.

A’ propos mobilności. W tym ustawieniu grałeś chyba na typowej dziewiątce, ale także na skrzydle. Gdzie czujesz się lepiej?

Raczej na dziewiątce. To jest jednak moja pozycja i gram na niej odkąd pamiętam. W Wólczance to też raczej było takie fałszywe skrzydło, a bardziej taka dziewiątka. Jestem zadowolony z tej pozycji. Wiadomo, że na niej trzeba dawać liczby, ale wydaje mi się, że przez te pół roku je dawałem i że dobrze wykonałem swoją pracę.

Który mecz był dotychczasz Twoim najlepszym w Wólczance?

Taki mecz, który dobrze pamiętam, to ten z Orlętami Radzyń Podlaski. To był ogólnie taki mój pierwszy sezon w seniorskiej piłce. W tym meczu właśnie zanotowałem hattricka. I to był taki moment, gdzie pomyślałem – kurczę, wszedłem do seniorskiej piłki, strzelałem co prawda wcześniej gole w juniorach, ale te trzy bramki były taką „kropką nad i”. Grało mi się dobrze i to będzie taki mecz, który najbardziej z tej rundy zapamiętam.

Jak funkcjonuje Ci się w Wólczance i jak się w niej czujesz?

Mamy bardzo pozytywny zespół. Naprawdę atmosfera jest niesamowita i każdy się lubi. O sprzeczki też trudno, chyba że te na treningach (śmiech), ale to od razu gdzieś potem jest zażegnywane wraz z gwizdkiem trenera. Traktujemy też siebie trochę jak rodzinę. Spędzamy razem sporo czasu.

A co powiesz o warsztacie trenerskim Daniela Myśliwca?

Jak dla mnie to bardzo dobry trener i na Wólczance na pewno nie skończy (śmiech). Daje dużo wskazówek, podpowiedzi, wie także, jak podejść do danej osoby, a szczególnie do młodych zawodników, którzy wchodzą do tego zespołu. Uważam, że to ważne w dzisiejszych czasach. Od zera buduje taką pewność siebie u zawodnika. Można powiedzieć, że ja też przychodziłem w trudnym momencie swojej kariery, bo chciałem się odbudować. Trener Myśliwiec zrobił kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o mnie. Podsumowując – to trener, który wie, co robi. I robi to dobrze.

A jakie różnice zauważyłeś pomiędzy trenerem Myśliwcem, a trenerem Rafałem Ulatowskim, który prowadzi rezerwy Lecha Poznań?

– Obydwaj mają ogromny warsztat trenerski i jednocześnie różne style. Ja chyba bardziej pasuje pod styl trenera Myśliwca, o czym świadczą moje minuty.

Z kim z zespołu złapałeś dobry kontakt, a u kogo widzisz potencjał, aby być może kiedyś zawitał z Tobą do pierwszej drużyny Stali?

Kontakt złapałem praktycznie z każdym chłopakiem z Wólki, bo jak wcześniej mówiłem, tutaj generalnie jest bardzo dobra atmosfera i każdego da się lubić. Natomiast w Wólce naprawdę jest sporo utalentowanych chłopaków, którzy mogliby grać spokojnie w Stali. Jeśli miałbym wybierać, to na pewno Dawid Wach czy Kuba Szczypek, którzy fajnie zaprezentowali się w tej pierwszej części rundy. Nie ujmując oczywiście innym, jak Mateusz Olejarka, Daniel Pawłowski. Jest paru chłopaków, którzy się wyróżniają. Wiadomo też, że nie każdy pójdzie do Stali, bo nie wystarczy miejsca (śmiech).

„Chcemy się wzmocnić, ograć między sobą i nabrać jeszcze więcej takiego boiskowego doświadczenia, żeby w nową rundę wejść bardzo dobrze i bić się o jak najwyższe cele.”

Tak jeszcze wrócę do przeszłości. Przychodziłeś do Wólczanki w lutym, natomiast w kwietniu odwołano Wam ligę z powodu koronawirusa. Aby awansować do II ligi, wystarczyłyby Wam tylko dwa punkty, a tak naprawdę jeden, bo mieliście chyba lepszy bilans bramkowy. Ostatecznie awansował Hutnik Kraków i Motor Lublin. Był wtedy jakiś niedosyt z tym związany? Pluliście sobie w brodę?

Można powiedzieć, że wtedy byłem jeszcze takim świeżakiem. Z tego co słyszałem w szatni, to chłopaki żartobliwie wypominali sobie niektóre sytuacje z boiska – a co by było, gdyby ktoś tam wykorzystał karnego czy stuprocentową sytuację. Wszystko jednak w żartach, w fajnej atmosferze, ale wiadomo, że jakiś niedosyt był. W końcu to tylko jeden punkt. Natomiast i tak byliśmy bardzo zadowoleni z tego wyniku, który udało nam się ostatecznie osiągnąć. Jesteśmy w Wólczance, która jest klubem ze wsi, mamy zdecydowanie mniejszy budżet niż chociażby Motor, a walczyliśmy z każdym przeciwnikiem w lidze jak równy z równym.

Jak teraz będzie wyglądała Wasza praca w Wólczance przez ten okres zimowy, przed kolejną rundą?

Wraz z końcem rundy mamy chwilowy odpoczynek – regenerujemy się, czyścimy głowy. Jakieś rozpiski na pewno będą, trener już coś o nich wspominał. Nie określił się jednak, kiedy to będzie i jak ta praca będzie do końca wyglądać. Sparingi rozpoczynamy w styczniu.

Właśnie o nie chciałbym dopytać. Patrzę na tą listę sparingową i widzę, że czekają na Was naprawdę fajne drużyny. Skra Częstochowa, Motor Lublin, Wieczysta Kraków, ale także Izolator Boguchwała, Wisłoka Dębica i KS Wiązownica. Jakie będą Wasze apetyty na te spotkania?

Wiadomo, że celem każdego sportowca jest wygrać i to też będziemy chcieli zrobić, ale w sparingach nie to jest najważniejsze. Zobaczymy, w jakiej dyspozycji jesteśmy po przerwie, przetestować nowe warianty, nowych zawodników i zobaczyć jak wyglądamy na tle różnych drużyn. Chcemy się wzmocnić, ograć między sobą i nabrać jeszcze więcej takiego boiskowego doświadczenia, żeby w nową rundę wejść bardzo dobrze i bić się o jak najwyższe cele. Sparingi na pewno nam bardzo pomogą.

Zagracie też ze Stalą Rzeszów. To będzie chyba najlepsza okazja dla Ciebie, by pokazać się trenerom.

Będę traktował ten mecz jak każdy inny i będę realizował zadania, jakie postawi przede mną trener Myśliwiec. Czy bardziej się zepnę? Powiem szczerze, że nie wiem. Mam nadzieję, że moja praca, która jest wykonywana już w Wólce, jest dostrzegana, a nie będę postrzegany przez pryzmat jednego meczu. Wydaje mi się, że owszem będzie to na pewno jakieś głębsze przeżycie dla mnie, ale bez jakiegoś większego ciśnienia. Wejdę, zrobię swoją robotę i zobaczymy, co będzie.

„Na treningach dawałem z siebie maksa, starałem się, ale nie przebiłem się do pierwszego składu. Ale skoro na moją pozycję schodził chociażby Gytkjær czy Tomczyk, to ciężko było się pokazywać mało grając. To były dla mnie ciosy, ale nic nie mogłem na to poradzić.”

Zamykając już temat Wólczanki w lidze. Jakie będziecie mieli nadzieje przed nadchodzącą rundą?

Przede wszystkim chcemy awansować. Czy to się uda? Zobaczymy. Chcielibyśmy na pewno chociażby być w tym TOP 3, bo awansuje tylko lider. Z każdym meczem jesteśmy pewniejsi siebie, dobrze się dogadujemy, dobrze gramy w piłkę, ale czas pokaże, jak to się potoczy.

Wróćmy trochę wstecz. Zaglądam sobie w Twoją historię klubów i widzę takie kluby jak Karol Wadowice, Wisła Kraków i Lech II Poznań. Skąd takie spore zmiany w Twoim życiu? Jak wspominasz czas w tych klubach?

– Długo by opowiadać. (śmiech)

Śmiało.

W Karolu Wadowice zaczynałem jako mały chłopiec, gdzie zapisał mnie tata i zawoził na treningi. Nie mieszkam w Wadowicach, ale 15 kilometrów od nich. To był właśnie jeden z czołowych klubów w moim powiecie. Mają fajną szkółkę, turnieje i zawsze to było dobrze organizowane, więc zawsze będę sercem gdzieś w tym klubie. To dobra okazja, by z tego miejsca właśnie podziękować moim rodzicom, że to właśnie oni wspierali mnie, gdy tam grałem i zawozili mnie na treningi. Tam właśnie spędziłem te swoje wczesne lata. Później jakoś spontanicznie przyszedł temat Wisły Kraków. Dowiedziałem się, że są mną zainteresowani i zapraszają mnie na testy, bo wówczas w Karolu Wadowice też strzeliłem w tej piłce sporo bramek. Byłem w ogóle zaskoczony, bo też od zawsze kibicowałem Wiśle Kraków. Byłem podekscytowany i pojechałem z tatą na testy. Wyszedłem na nich dobrze, później były kolejne i podjęto decyzję, że tam mnie chcą.

fot. historiawisly.pl

W Wiśle od samego początku dobrze się układało. Grałem, strzelałem bramki i miałem tam też dobrego trenera – Marcina Plutę. Awansowaliśmy tam wraz z drużyną do CLJ-ki juniora młodszego. Baraże przeszliśmy też dosyć płynnie. Wisła właśnie miała parcie, abyśmy tam awansowali. Byłem tam jednym z zawodników, którzy strzelili najwięcej bramek w tym okresie w Wiśle. Nagle po tym zwycięskim sezonie odezwał się Lech Poznań, że bardzo mnie chcą już bez testów, że podpiszę kontrakt i będę ich zawodnikiem. To nie była dla mnie też łatwa decyzja, bo pociągiem do Krakowa jadę 1,5 godziny, później do Wronek 7-8. Razem z rodzicami to skonsultowaliśmy i taką decyzję podjęliśmy. Chciałem spróbować czegoś nowego.

– Pierwszy rok w Lechu układał się dobrze. Czasami były wzloty i upadki. Miałem swoje minuty i występy. Skończył się sezon w CLJ, z dyrektorami Lecha porozmawialiśmy i uznali, że fajnie się zaprezentowałem i że przesuną mnie do rezerw, które były wtedy w II lidze. Największym minusem było to, że nie miałem liczb. Jestem też typem zawodnika, że jeżeli trener mi zaufa i mam podświadomie w głowie, że trener mnie będzie wystawiał, to też mam taki luz, spada ze mnie wszystko i jestem skuteczniejszy. W Lechu natomiast czegoś takiego nie miałem, ponieważ grałem w rezerwach, a wiadomo jak to jest. Dużo zawodników z pierwszego składu tam schodziło i musieli po prostu grać. Nawet czasami dzień przed meczem nie wiedziałem, czy znajdę się w kadrze meczowej. Na treningach dawałem z siebie maksa, starałem się, ale nie przebiłem się do pierwszego składu. Ale skoro na moją pozycję schodził chociażby Gytkjær czy Tomczyk, to ciężko było się pokazywać mało grając. To były dla mnie ciosy, ale nic nie mogłem na to poradzić. Owszem, miałem parę tych występów w II lidze, ale to były bardziej epizody. Stwierdziliśmy więc z moim agentem, że czas na zmianę. Lech Poznań był dla mnie dużym doświadczeniem i szkołą życia, ale ze wszystkiego staram się wyciągnąć wnioski i przede wszystkim uczę się nie poddawać. Wiem też, że coraz mniej rzeczy jest w stanie mnie zaskoczyć.

Jakie masz relacje z byłymi kolegami z Lecha? Masz z nimi dalej kontakt?

– Tak, cały czas jestem z nimi na łączach. Bardzo fajni koledzy, też złapaliśmy w Lechu dobry kontakt.

A z tego „głośnego” pokolenia Lecha miałeś z kimś kontakt?

– Kiedy grałem w rezerwach, to chłopaki czasem schodzili z pierwszej drużyny. Także miałem kontakt z Marchwińskim, Kamińskim, Moderem i innymi. Może nie taki bliski, ale byliśmy bardziej na „cześć”. Ogólnie z pierwszą drużyną mieliśmy kontakt, bo wszystko działo się dość blisko w Lechu i rezerwy były zaraz pod pierwszym zespołem.

fot. lechpoznan.pl

Widziałeś, że Ty piłkarsko od nich odstajesz?

– Nie. Uważam, że ten przeskok między pierwszą drużyną a rezerwami nie jest jakiś ogromny. To wszystko raczej leżało w rękach trenera. Jeśli widzi, że bardziej pasuje mu zawodnik A, a nie zawodnik B, to wiadomo, że jego wybór będzie taki, a nie inny. Trenerzy dobierają najlepszych zawodników, a także tych, których potrzebują na określone pozycję. Lech akurat na mojej pozycji nie miał większych problemów.

„Wiedziałem, że pierwszy zespół Stali jest doświadczoną i mocną drużyną. Nie mogłem też tam od razu wejść, nie rozgrywając na dłuższą metę sezonu w seniorskiej piłce. Ta gra w Wólce da mi na pewno okrzepnięcie w seniorskiej piłce i złapanie większej pewności siebie na boisku.”

To pójdźmy teraz trochę do przodu. Stal Rzeszów – pierwsza myśl?

– Jak byłem w Lechu to słyszałem trochę o Stali, ale jakoś nie bardzo przyglądałem się temu zespołowi. Kiedy manager powiedział mi, że jest taka opcja, to zacząłem się tym bardziej interesować. Wiedziałem, że Stal ma bardzo fajne plany, ale nie zagłębiałem się w to. Gdzieś też podpytałem znajomych i pomyślałem – wow, to jest naprawdę dobry kierunek. Teraz widzę, jaki to klub, jakie ma cele i ambicje. Nigdy nie powiem o niej złego słowa. Nie spotkałem się też z niczym złym, a jestem tu już trochę. Tutaj wszystko jest dopięte na ostatni guzik i każdy wykonuje swoją pracę bardzo dobrze. Wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku.

Chciałbym dopytać Cię, jak wyglądały same kulisy i propozycja dołączenia do Stali?

– Szczerze, to nie za bardzo się tym interesowałem. Cały czas grałem dla Lecha, więc tym nie żyłem. Zostawiłem to agentowi i do tej pory nie wiem, jak to wyglądało.

Nie zastanawiałeś się dłużej, czy nie za szybko podjąłeś decyzję i opuściłeś szeregi Lecha? W końcu, jakby nie patrzeć, Lech Poznań to już duża, uznana marka, tym bardziej w ostatnim czasie, a Stal Rzeszów zaczyna drogę na nowo.

– Zgadza się, że Lech Poznań ma swoją markę, ale ma też swoich zawodników, którzy już idealnie pasują do tego stylu gry. Ja chciałem znaleźć sobie inne miejsce i zmienić środowisko. Chciałbym się teraz wpasować w ten zespół i odnosić z nim sukcesy, ale wciąż na to pracuje.

Nie przeszkadzało Ci, że od razu odejdziesz do Wólczanki?

– Wiedziałem, że pierwszy zespół Stali jest doświadczoną i mocną drużyną. Nie mogłem też tam od razu wejść, nie rozgrywając na dłuższą metę sezonu w seniorskiej piłce. Ta gra w Wólce da mi na pewno okrzepnięcie w seniorskiej piłce i złapanie większej pewności siebie na boisku. Chciałem się ograć, żeby wrócić jeszcze mocniejszy do Stali. Mam nadzieję, że ten mój cel i cel dyrektora Michała Wlaźlika realizuje dobrze i że wszystko idzie zgodnie z planem. Wiem, że jestem gotowy na większe wyzwania i grę w Stali.

Co na to wszystko rodzice i Twoje najbliższe otoczenie?

– Rodzice zawsze wspierają mnie w moich decyzjach i starają się mi pomagać. Za to jestem im naprawdę wdzięczny. Ogólnie cała rodzina żyje tą piłką – jak gram, gdzie gram, jak mi poszły mecze. Moja dziewczyna, rodzice, babcia czy wujek, który też interesuję się piłką i jak tylko może, to przyjeżdża z tatą na moje mecze.

Śledzisz mecze Stali. Jak radzi sobie w lidze?

– Jestem w Wólczance, więc tutaj skupiam się na pracy, ale jak tylko mogę to obejrzę skróty czy podpatrzę wynik. Współpracuje także z trenerem Mateuszem Stolarskim indywidualnie, więc też z jego strony opisy meczów do mnie docierają.

Jak doszło do tej współpracy i jak ona wygląda?

– Napisałem do trenera Mateusza czy nie pomógłby mi poprawić moich umiejętności technicznych na boisku razem z nim w treningu indywidualnym. Trener od razu zgodził się, co pokazuje też, że jest profesjonalistą i nie zamyka się tylko na pierwszy zespół, ale też pomaga tym chłopakom w klubach partnerskich, żeby ich też wprowadzić może kiedyś do pierwszego zespołu. Trener Mateusz Stolarski też posiada niezwykły warsztat. Spotykamy się raz w tygodniu i w ramach możliwości wykonujemy różne powtórzenia, przyjęcia czy strzały, które napastnik wykorzystuje w grze. Jestem z tej współpracy zadowolony.

„Pod kątem życiowym na pewno jestem spokojniejszym człowiekiem i mam taki życiowy luz.”

Czy III liga to nie za nisko w tych czasach dla 19-latka? Mamy takie czasy, że zawodnicy w Twoim wieku, albo nawet młodsi debiutują już w Ekstraklasie czy nawet w zagranicznych ligach. Nie martwi Cię to?

– Wykonuję swoją pracę. Mam swoje cele i uważam, że III liga to nie jest szczyt marzeń, ale fajnie z niej wybrnąłem w tej pierwszej rundzie. Mam nadzieję, że te moje starania dostrzegą w Stali. Jestem gotowy na grę wyżej. Zawsze kątem oka patrzę i wspiera mnie droga Roberta Lewandowskiego, który też przecież zaczynał z ciut niższej pozycji, a teraz jest jednym z najlepszych napastników na świecie. Niektórzy więc potrzebują trochę więcej czasu, żeby wejść na ten poziom top, a niektórzy mniej. Więc wydaje mi się, że ja mogę być w tej pierwszej grupie.

Tak a propos Wólczanki jeszcze. Przecież złapałeś się jeszcze na treningi z trenerem Marcinem Wołowcem, który teraz pełni funkcję pierwszego trenera Stali. Jakim był trenerem i czy jak odchodził to powiedział Ci, że jeszcze po Ciebie wróci?

– (Śmiech) Tak na razie nie powiedział, ale mogę tak wywnioskować. Daje liczby i mam nadzieję, że mu to nie umknie. Trener Wołowiec jest profesjonalistą, dobrze przyjął mnie w zespole i dużo mi tłumaczył, jak wchodziłem do zespołu Wólki. Byłem właśnie wtedy jeszcze taki nieokrzepnięty i nie wiedziałem z czym to się za bardzo je, a on czasami zostawał po treningu i potrafił coś pokazać czy wytłumaczyć. Tak się też złożyło, że jeździliśmy razem na treningi, więc zawsze był też pomocny i za to też mu dziękuję, że właśnie takie „pierwsze koty za płoty” były właśnie przy nim, bo jak przyszedł trener Myśliwiec to czułem się już pewniej.

Za trzy miesiące minie rok od Twojego transferu do Stali, a w zasadzie do Wólczanki. Jak się z tym czujesz i jak oceniasz ten czas spędzony tutaj na Podkarpaciu? Co zmieniło się u Ciebie też pod kątem życiowym?

– Pod kątem życiowym na pewno jestem spokojniejszym człowiekiem i mam taki życiowy luz. Nie zmienia się nic tak na ostatnią chwilę, jak to miało miejsce w rezerwach Lecha, że w piątek nie wiem czy jestem w kadrze, a w sobotę mecz. Tutaj jest tak, że przed meczem mogę skupić się na meczu, a nie na czymś innym. Pod tym względem to jest bardzo fajne. Jeśli chodzi o samo Podkarpacie, to nie wiedziałem, że Rzeszów jest aż tak bardzo fajnym i przyjaznym miastem. Uważałem, że w Rzeszowie nie będzie szału, ale naprawdę powiem, że bardzo się zdziwiłem. Miasto bardzo fajne, malownicze i rynek też bardzo piękny. Jestem szczęśliwym człowiekiem i spełniam się w tym, co robię.

Autor tekstu: Paweł Pyskaty

Najnowsze aktualności