Wszystkie aktualności

Marcin Listkowski: Chcę odpłacić za zaufanie [ROZMOWA]

środa, 24/06/2026

– Bardzo lubię mieć wpływ na grę zespołu. Lubię uczestniczyć w budowaniu akcji, ale i w fazie finalizacji. Nie boję się też jednak pobrudzić, popracować w defensywie. Można powiedzieć, że jestem taką ósemką, a więc kimś pomiędzy ofensywą a defensywą – powiedział Marcin Listkowski, nowy pomocnik Stali Rzeszów.

Przede wszystkim, jak się zareklamujesz kibicom Stali Rzeszów?

Na pewno jestem takim zawodnikiem, który nie lubi się reklamować słowami, a bardziej czynami, dlatego myślę, że już niedługo kibice będą mieli okazję się przekonać, jakim jestem piłkarzem. Jeśli jednak mam powiedzieć coś o sobie, to jestem typem wszechstronnego zawodnika, a przez te wszystkie lata swojej kariery występowałem na wielu pozycjach. Umiem grać do przodu, ale i do tyłu, a myślę, że to jest coś, o czym nie wszyscy wiedzą, bo zazwyczaj jestem określany bardziej tym ofensywnym zawodnikiem. Nie boję się jednak tej gry defensywnej i uważam, że jestem w niej niezły.

Dlaczego właśnie Stal?

Myślę, że z wielu względów (uśmiech). Przede wszystkim przez projekt, przez to, jak to ma w najbliższych miesiącach, czy latach wyglądać i na czym będziemy opierać tę naszą współpracę.

Jak wszyscy dobrze wiemy, zawsze Stal była kojarzona z młodzieżą i z rozwojem tych młodych zawodników. Myślę, że w tym sezonie dodane zostanie do tego więcej doświadczenia i będziemy chcieli powalczyć o coś większego. Ja siebie nadal uważam się za młodego, ale wiadomo, że w piłce trochę inaczej to interpretujemy i w tym piłkarskim znaczeniu nie jestem już najmłodszy, wiem o tym, ale jestem, tak myślę, w najlepszym wieku dla piłkarza, żeby po prostu jeszcze pokazać, na co mnie stać, a tym samym rozwijać się każdego dnia.

A powiedz mi, jak końcem maja graliśmy mecz w Tychach, to coś już było na rzeczy?

Szczerze mówiąc, nie. Była taka luźna rozmowa z dyrektorem Jarkiem, z którym znam się jeszcze z czasów Pogoni Szczecin, gdzie razem dzieliliśmy szatnię. Ta rozmowa nie była jednak jakaś konkretna. Porozmawialiśmy o życiu, o dalszych planach, a ten temat urodził się znacznie później.

Zapisałem sobie jeden Twój cytat z wywiadu dla Weszło. „Potrzebuję transferu do miejsca, w którym ktoś naprawdę mnie chce, da zaufanie i czas na odbudowę”. Myślę, że trafiłeś idealnie…

I można powiedzieć, że już po pierwszej rozmowie z dyrektorem też to poczułem. Czasem w życiu tak jest, że rozmawiasz z kimś i po prostu masz takie pozytywne odczucia.

Te ostatnie dwa lata gdzieś tam dla mnie nie były najlepsze, za mną cięższy okres, ale dalej uważam, że jestem w takim wieku, w którym mogę jeszcze wiele dać zespołowi i na to liczę tutaj, bo wiem, że jeżeli dostanę to zaufanie, dostanę ten spokój, będę w miejscu, gdzie naprawdę będę mógł ciężko pracować, to wiem, że mogę być taką wartością dodaną dla zespołu.

Jakim typem środkowego pomocnika jesteś?

Przede wszystkim bardzo lubię mieć wpływ na grę zespołu. Lubię uczestniczyć w budowaniu akcji, ale i w fazie finalizacji. Nie boję się też jednak pobrudzić, popracować w defensywie. Można powiedzieć, że jestem taką ósemką, a więc kimś pomiędzy ofensywą a defensywą. Walka oczywiście jest potrzebna, ale na pierwszym miejscu musi być gra w piłkę. Tak do tego podchodzę.

Przejdźmy teraz do twojego włoskiego etapu. Jak wspominasz ten kilkuletni pobyt we Włoszech?

Na pewno jest to pozytywny rozdział, zarówno pod względem sportowym, jak i życiowym. Włochy nauczyły mnie takiego spokoju, takiego luźniejszego podejścia do życia i teraz po powrocie do Polski przydaje mi się to w wielu sytuacjach. A jeżeli chodzi o tę stronę sportową, no to naprawdę przeżyłem wiele fajnych chwil, też trudniejszych momentów, wiadomo, jak to w sporcie, ale jestem wdzięczny za cały ten czas, który tam spędziłem. Na pewno jest to marzenie każdego młodego zawodnika, żeby wyjechać z kraju, spróbować swoich sił zagranicą. Ja mam to za sobą. Posmakowałem tego, poczułem to na własnej skórze i po prostu się cieszę z tego, że, że spędziłem tam te cztery i pół roku.

A co byś poradził, powiedzmy, młodemu piłkarzowi Stali Rzeszów, który dostaje ofertę z Włoch?

Myślę, że to jest bardzo indywidualna kwestia, że każdy podchodzi do tego wszystkiego zupełnie inaczej. Na pewno na samym początku ważne jest, żeby podejść do tego z chłodną głową, na spokojnie i przemyśleć, czy to jest na pewno najlepsze dla ciebie, najlepsze rozwiązanie w tej danej sytuacji. Ja jestem typem zawodnika, który uważa, że grając w piłkę powinno się mieć fun i powinno się tym cieszyć. Dlatego, jeżeli wybierasz jakieś miejsce, jeżeli chcesz wyjechać, to po prostu musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy będzie ci to dawać radość.

A jakie było Twoje pierwsze takie zderzenie z Włochami?

Zderzenie z pogodą było ciężkie, bo jestem dosyć bladym chłopakiem, który nie lubi za bardzo słońca i na początku to było trudne, ale wiadomo, że to jest do przyzwyczajenia się. Na pewno na początku była też bariera językowa, bo, jak wiemy, Włosi nie operują jakoś super językiem angielskim. Także musiało minąć trochę czasu, zanim ja doszlifowywałem ten swój włoski. Myślę, że po tym pierwszym roku już był na takim poziomie, że mogłem się komunikować ze wszystkimi. Od samego początku był tam odczuwalny właśnie ten luz, to podejście do życia, gdzie ja przyjeżdżając z Polski chciałem wszystko załatwić na już. Mieszkanie, auto, sprawy bankowe, a tam na wszystko był czas i gdzieś tam ten pierwszy miesiąc może trochę mnie to denerwowało, ale już po roku wiedziałem, jak do tego podchodzić.

We Włoszech miałeś okazję zagrać przeciwko dużym klubom, jak Atalanta, Inter Mediolan czy Roma. Na pewno było to duże przeżycie, ale również niebagatelne doświadczenie?

Myślę, że to, co zebrałem po drodze, to całe doświadczenie, które mnie spotkało tam we Włoszech, to noszę cały czas ze sobą. I wśród tego są na pewno wspomniane przez Ciebie występy. Wiadomo, ja jestem ambitnym piłkarzem i uważam, że tych występów mogło być zdecydowanie więcej, ale też po czasie trzeba doceniać to, w jakim miejscu byłem, co zobaczyłem i na jakich stadionach grałem i bardzo się z tego cieszę.

Zapytam o Brescię, w której swego czasu występował Pep Guardiola. Wspomina się go tam?

Tak, głównie słyszałem o nim od kierownika zespołu, który cały czas ma kontakt z Guardiolą i są przyjaciółmi. Kilka tych historyjek się przewinęło. Przede wszystkim wtedy, kiedy był jeszcze czynnym zawodnikiem, to i tak każdy z kolegów z drużyny traktował go już, jak grającego trenera.

We Włoszech na pewno sam zetknąłeś się z wieloma, jak to się mówi, kozakami. Którzy robili na Tobie największe wrażenie?

Ciężko jest wybrać jednego, bo no naprawdę ta liga jest bardzo jakościowa. Powiem tak patriotycznie, że w tym sezonie mistrzowskim na pewno Piotrek Zieliński robił bardzo duże wrażenie na boisku. Nie tylko na mnie, ale też na wielu kolegach z szatni, którzy byli Włochami czy po prostu obcokrajowcami. Podobał mi się też Brahim Diaz, który występował w Milanie. On i Piotrek są zawodnikami, których nie do końca możesz doceniać, jak oglądasz ich w telewizji. Nie dostrzega się wtedy tej jakości w stu procentach. Z bliska robią jednaj niesamowite wrażenie.

Jak Włochy, to muszę zapytać o kuchnię. Z tego co mówiłeś przed nagraniem łatwo jest popłynąć kulinarnie?

Tak, i ja ten początek miałem trudny, bo nigdy nie miałem problemu z wagą, a jak się okazało po pierwszym miesiącu we Włoszech ten problem się pojawił. Nie jakiś duży, ale tam naprawdę trzeba uważać, bo kuchnia jest świetna i łatwo przesadzić.

Jeśli chodzi o trenerów, to to jest zupełnie inna szkoła, niż w Polsce?

Miałem we Włoszech kilku trenerów i wiadomo, że jeśli rozmawiamy o tym kraju, to musi być taktyka, dużo taktyki, a przez dużo przesuwania i tak dalej. Po powrocie do Polski widzę jednak, że te różnice nie są duże i na pewno nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o trenerów i o to podejście do treningu. We Włoszech czasem te treningi były bardzo monotonne, długie, a u nas jest to wszystko dużo lepiej zaplanowane. Wychodzisz na trening, robisz swoją robotę szybko i gdzieś tam nie potrzebujesz na to dwóch, trzech godzin, tak jak we Włoszech.

W Polsce miałeś okazję pracować z trenerem Siemieńcem czy z trenerem Papszunem. Jak ich wspominasz?

Na pewno obaj są bardzo dobrze zorganizowanymi trenerami. U trenera Papszuna byłem jako młody zawodnik i dostałem to zaufanie. Pamiętam, że zrobiliśmy awans z 1 ligi do Ekstraklasy, także super wspominam ten okres. A jeżeli chodzi o trenera Siemieńca, na pewno ta nasza przygoda nie wyglądała tak, jak ja bym sobie wyobrażał, ale muszę potwierdzić, że jest świetnym fachowcem i myślę, że ta organizacja pracy jest na najwyższym poziomie.

Ze Stalą Rzeszów wiążesz się dwuletnim kontraktem z opcją przedłużenia. Stabilizacja to jest chyba to, co właśnie teraz jest Tobie najbardziej potrzebne…

Tak, stabilizacja i zaufanie, bo wiem, że mogę za to odpłacić i jestem w stanie to zrobić. Tak jak teraz tutaj rozmawiamy, ja nie mogę się doczekać już pierwszego dnia na boisku, bo jestem po wakacjach i gdzieś tam mam tę potrzebę wyjścia na tę murawę i jestem gotowy na nowe wyzwania.

Pewnie nasi kibice jeszcze tego nie wiedzą, że masz liczną rodzinę i można powiedzieć, że to jest taki twój własny prywatny fan club?

Trzymamy się z rodziną na tyle, na ile to możliwe i można powiedzieć, że jestem zawodnikiem ze swoim prywatnym, dosyć dużym fan clubem (uśmiech).

Jakie stawiasz przed sobą cele?

Celem drużynowym będzie na pewno walka o awans do Ekstraklasy. Sam przed startem sezonu zakładam sobie cele indywidualne, ale staram się o nich nie mówić, więc do tego możemy wrócić po sezonie. Najważniejszy jest jednak ten cel drużynowy i na jego zrealizowaniu będzie mi najbardziej zależeć.

Najnowsze aktualności