Wszystkie aktualności

Ramil Mustafaev: “Przejście do Stali było bardzo dobrą decyzją”

wtorek, 17/11/2020

Ramil to kolejny zawodnik, który we wrześniu zasilił szeregi pierwszej drużyny Stali Rzeszów. Jak wyglądała jego droga z Rosji do Polski, a w ostateczności do Stali? Jak się rozwijał piłkarsko i gdzie czuje się najlepiej na boisku? Zapraszamy na rozmowę z zawodnikiem Żurawi.

Autor tekstu: Paweł Pyskaty
+8

Ramil to kolejny zawodnik, który we wrześniu zasilił szeregi pierwszej drużyny Stali Rzeszów. Jak wyglądała jego droga z Rosji do Polski, a w ostateczności do Stali? Jak się rozwijał piłkarsko i gdzie czuje się najlepiej na boisku? Zapraszamy na rozmowę z zawodnikiem Żurawi.

Paweł Pyskaty: Ramil, wyjdźmy od początku. Urodziłeś się w Rosji. Większość życia jednak spędziłeś w Polsce. Czujesz się bardziej Polakiem czy Rosjaninem?

Ramil Mustafaev: – Zgadza się. Zdecydowaną większość mojego życia spędziłem w Polsce, ale jednak bardziej czuje się Rosjaninem. To tam się urodziłem i stamtąd pochodzę.

Czyli zakładając hipotetyczną sytuację, że otrzymasz powołanie od reprezentacji Rosji, to je przyjmiesz?

– Tak. Myślę, że byłoby to dla mnie wielkie wyróżnienie i z pewnością bym je przyjął. Natomiast nie odmówiłbym też powołania do reprezentacji Polski, przecież tutaj spędziłem sporą część mojego życia.

Czy to w Rosji stawiałeś swoje pierwsze kroki w piłce nożnej?

– Nie. Pierwsze kroki stawiałem już w Polsce w wieku 7 lat. Zaczynałem wtedy trenować w klubie z Warszawy – GKP Targówek.

Do tego klubu jeszcze wrócimy. Kto Cię zaraził pasją do piłki?

– Pasją do piłki zaraził mnie mój tata, który też grał. Bardzo mnie w tym wspiera.

Widziałeś jak grał?

– Niestety nie. Wiem bardziej z tego, co tata mi opowiadał. Może gdyby nie poważny uraz to mógłby grać profesjonalnie.

W Warszawie stawiałeś swoje pierwsze kroki w piłce. Najpierw GKP Targówek, potem Talent Warszawa. Jak wspominasz okres spędzony w tych klubach?

– W GKP Targówek spędziłem tylko rok i wspominam te czasy dobrze, ale większą sympatią darzę sobie czasy spędzone w Talencie, gdzie spędziłem 6 lat. Czułem się tam świetnie i w głównej mierze też dzięki trenerowi Bogumiłowi Bonisławskiemu, któremu dużo zawdzięczam. To on najbardziej przyczynił się do mojego rozwoju piłkarskiego.

Skąd decyzja o zmianie otoczenia i przeniesienie się na północny-wschód Warszawy do Talentu?

– Trener Bogumił wcześniej trenował w GKP Targówek. Potem jednak otworzył wraz ze swoim tatą szkółkę Talentu Warszawa i tam przeszedłem. Złapaliśmy z trenerem dobry kontakt, więc myślę, że to był taki główny powód.

Czyli z trenerem Bogumiłem współpracowałeś bardzo długo. Macie dalej kontakt?

– Tak. To on od małego, jako trener, mnie wychował. Jestem mu za to wdzięczny. Dalej mamy bardzo dobry kontakt.

Wyszło Ci to chyba na dobre? Właściciel klubu polecił Cię Michałowi Wlaźlikowi – dyrektorowi sportowemu Stali.

– Uważam, że była to bardzo dobra decyzja. To tutaj jeszcze bardziej rozwinąłem się piłkarsko. Szybko awansowałem z rocznika U-19 do rezerw i ostatecznie aż do pierwszej drużyny Stali.

„Jestem dobrze przygotowany motorycznie na grę w ataku, jak i w obronie.”

Co w największym stopniu wpłynęło na Twój transfer do Stali Rzeszów?

– Spodobała mi się wizja klubu – ma konkretny plan na zawodników, współpracuje z klubami partnerskimi, w których ci mogą się ogrywać. Podoba mi się też to, że ostatnio Stal stawia na młodzież, co też było jednym z założeń tego projektu tutaj.

Miałeś przedstawiony konkretny plan na siebie?

– Od razu nie, dopiero po pewnym czasie.

Jak wyglądały same kulisy tego przejścia do Stali?

– Właściciel byłego klubu polecił mnie Stali. Dostałem zaproszenie na testy i po nich Stal zdecydowała się mnie pozyskać.

Do Stali Rzeszów przychodziłeś jako ofensywny pomocnik. Skąd zmiana na wahadłowego obrońcę?

– Trener zauważył moje predyspozycje do gry właśnie na pozycji wahadłowego obrońcy. Rozegrałem kilka spotkań i wyszło dobrze. Tak zostało i czuje się z tym dobrze.

W seniorskiej drużynie w swoim debiucie mimo to grałeś wyżej – na pozycji numer 7. Trener Wołowiec widzi Cię w innym miejscu?

– Mogę grać także na skrzydłach. Myślę, że trener Wołowiec widzi mnie bardziej jako ofensywnego zawodnika. Wydaje mi się, że właśnie tam mogę najbardziej wykorzystać swoje atuty.

Ale ty czujesz się bardziej ofensywnym czy defensywnym zawodnikiem?

– Czuje się bardziej ofensywnym zawodnikiem, ale gra w obronie nie jest dla mnie problemem.

A jak czujesz się fizycznie? Uważasz, że mógłbyś już zagrać na obronie, jeśli trener by Cię tam wystawił, czy nie dałbyś rady fizycznie? Mówimy oczywiście o piłce drugoligowej.

– Jestem dobrze przygotowany motorycznie na grę w ataku, jak i w obronie. Pozycja skrzydłowego i wahadłowego obrońcy jest mocno podobna i uważam, że poradziłbym sobie na obu. Ale tu i tu są jeszcze jakieś aspekty do poprawy z mojej strony.

Czyli zrobiłeś progres.

– Tak. Moim zdaniem rozwinąłem się w Rzeszowie piłkarsko.

„Pierwsze miesiące nie były lekkie, bo musiałem przestawić się w sprawach treningowych.”

Zmiana Warszawy na Rzeszów też dosyć spora. Ciężko było się przestawić?

– Rzeszów jest mniejszym miastem od Warszawy, więc nie. Nie miałem żadnych problemów z aklimatyzacją.

Które miejsce w Rzeszowie najbardziej się podoba?

– Cały Rzeszów jest pięknym miastem, ale myślę, że rynek w Rzeszowie ma swój klimat.

Miałeś jednak kolegów, z którymi z Talentu tutaj trafiłeś.

– Tak, trafiłem tu z Piotrkiem Budą, który teraz gra w Izolatorze Boguchwała.

Jak wspominasz pierwsze miesiące na Hetmańskiej?

– Bardzo mi pomogło, że trafiłem tu razem z Piotrkiem. Wchodziłem do szatni i nie byłem sam. Pierwsze miesiące nie były lekkie, bo musiałem przestawić się w sprawach treningowych. Złapałem też dość szybko dobry kontakt z kolegami z drużyny, którzy dobrze mnie przyjęli.

Twój debiut w seniorskiej drużynie Stali miał miejsce z rezerwami Śląska Wrocław. Zagrałeś sporo – 22 minuty. Szczęście w nieszczęściu, bo przegraliście, ale Ty zagrałeś nieźle.

– Wchodząc na boisku nie czułem presji. Chciałem zaprezentować się z jak najlepszej strony. Myślę, że częściowo się to udało

Niewiele też brakło a mógłbyś mieć bramkę.

– Zabrakło zimnej krwi przy strzale.

Co trenerzy mówili?

– Lewa noga do poprawy. (śmiech)

Podobno treningi ukierunkowane na lewą nogę przechorowałeś.

– To też. (śmiech)

Także trochę skosztowałeś tej piłki drugoligowej. Jak ona wygląda dla takiego młodego zawodnika?

– Czysto piłkarsko nie czuje się gorszy. Gra jednak różni się tempem, fizycznością, a często zawodnicy wykorzystują swoje doświadczenie.

Później jeszcze spotkanie z Wigrami Suwałki i kolejne 6 minut. Czy zobaczymy Cię jeszcze w tym sezonie już w pełnym wymiarze czasowym?

– Będę na to ciężko pracował i czekał aż trener da mi szansę.

Nie żałujesz trochę, że ten debiut odbył się bez kibiców?

– Myślę, że z kibicami mógłby być większy stres, ale brakowało ich wsparcia na stadionie.

„Na pewno dojrzałem do treningów na tym poziomie. Mentalnie też czuje się dobrze. Teraz tylko muszę nabrać pewności w grze na poziomie II ligi i wszystko powinno być dobrze.”

Grasz też czasami w zespole rezerw. To jednak całkiem inny poziom niż w II lidze. Czy czas spędzony w rezerwach Stali dał Ci dużo w kwestii rozwoju i dołączenia do I drużyny Stali Rzeszów?

– Tak, to były moje pierwsze kroki w piłce seniorskiej. Dało mi to poczuć, jak to będzie wyglądało w pierwszej drużynie. W rezerwach z kolei dużo dały mi uwagi trenera Wójcika i Jareckiego, którzy mają duże doświadczenie.

Jak trenuje Ci się z pierwszą drużyną? To zdecydowanie wyższy poziom.

– Zgadza się. Poziom jest wysoki. Jestem z tego zadowolony, bo to podnosi umiejętności. W seniorskiej kadrze jest wielu doświadczonych zawodników od których można się wiele nauczyć. Trenerzy potrafią dać naprawdę cenne wskazówki.

Jeszcze rok temu byłeś zapraszany na treningi do trenera Niedźwiedzia, teraz jesteś na stałe w pierwszym zespole. Czyli kilka kroków do przodu wykonałeś.

– Na pewno dojrzałem do treningów na tym poziomie. Mentalnie też czuje się dobrze. Teraz tylko muszę nabrać pewności w tej grze na poziomie II ligi i wszystko powinno być dobrze.

A jakie różnice wskazałbyś w szkoleniu trenera Wołowca a Niedźwiedzia?

– Sporadycznie bywałem na treningach u trenera Janusza, więc ciężko mi to porównywać.

W takim razie, jakim trenerem na co dzień jest Marcin Wołowiec?

– Trener Wołowiec jest bardzo dobrym trenerem. Zawsze mogę liczyć na jego wsparcie i cenne uwagi. Podoba mi się to, że stawia na młodzież.

Jakie różnice, pod względem treningów, między poprzednim klubem a Stalą rzucały Ci się w oczy najbardziej? Mówimy o Akademii.

– Takie pierwsze różnice to na pewno, że w poprzednim klubie miałem trzy treningi w tygodniu, a tutaj są codziennie. Duże wrażenie zrobiły też na mnie odprawy przed treningami czy wstawki motoryczne w trakcie treningu.

Z kim z drużyny seniorskiej masz najlepszy kontakt?

– Z wszystkimi zawodnikami dobrze się dogaduje i mam dobry kontakt. Ale najlepszy mam z Jakubem Lorkiem i Jarosławem Fojutem.

To Kuba wprowadzał Cię do pierwszej drużyny?

– Tak, łatwiej mi było wejść do drużyny ze względu na to, że był tam Kuba.

Jak się zmieniłeś piłkarsko na przełomie tych ostatnich sezonów? Chodzi o te sezony spędzone tutaj – na Podkarpaciu.

– Tutaj na Podkarpaciu w Stali zebrałem duże doświadczenie w grze seniorskiej i poprawiłem się w aspektach zarówno taktycznych, jak i motorycznych.

Który z zawodników pierwszej drużyny Stali najbardziej Ci zaimponował piłkarsko, kiedy wszedłeś do szatni?

– Piotr Głowacki i Damian Michalik. Obaj swoim zaangażowaniem, determinacją i walką. Są szybcy i wyglądają naprawdę dobrze.

Nad czym powinien jeszcze najbardziej popracować Ramil Mustafaev?

– Zdecydowanie nad słabszą nogą, ustawianiem się na boisku, szybszym podejmowaniem decyzji i może też częściowo nad aspektami fizycznymi.

A co jest jego największym atutem boiskowym?

– Przygotowanie motoryczne i gra jeden na jeden.

Jakie są Twoje najbliższe cele?

– Póki co rozegrać jak najwięcej minut w pierwszej drużynie, a docelowo grać w niej regularnie.

Rozumiem, że rozwiązał się już „problem” z Twoim numerem na koszulce – ostatecznie 43? Widziałem Cię już wcześniej z 47, 7 czy nawet 79.

– Sam nie wiem. (śmiech)

Autor tekstu: Paweł Pyskaty

Najnowsze aktualności