Wiktor Kaczorowski

Czwartkowe Rozmowy #10 – Wiktor Kaczorowski

czwartek, 09/07/2020

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły autorstwa Sebastiana Chyla na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

Autor tekstu: Sebastian Chyl
+8

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły autorstwa Sebastiana Chyla na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

Zapraszam do przeczytania drugiej części rozmowy z Wiktorem Kaczorowskim. Tym razem skupiliśmy się na grze w Jagielloni Białystok, oraz transferze do naszej Stali. Ponadto nie zabraknie porad dla najmłodszych adeptów. Naprawdę warto poświęcić kilkanaście minut. A jeśli jeszcze nie przeczytaliście pierwszej części, to koniecznie nadrabiajcie zaległości!

Wiktor Kaczorowski w barwach Jagielloni Białystok

Warto walczyć do końca i dopomóc szczęściu!

Po okresie gry w Stali Mielec przyszedł czas na transfer do Jagielloni Białystok. Skąd się wział pomysł na ten kierunek?
– Z tego co się po latach dowiedziałem, to wysłannicy Jagielloni od dłuższego czasu obserwowali mnie w rozgrywkach młodzieżowych. Zwłaszcza na kadrze województwa zawsze można było spotkać kogoś z Białegostoku. Decydujący był turniej w Płocku na który pojechałem z kadrą podkarpacia. Graliśmy tam spotkanie z województwem podlaskim I po tamtym spotkaniu wszystko zaczęło się dopinać w temacie moich przenosin. Tak naprawdę już rok wcześniej dostawałem sygnały, ale nie chciałem się zbyt wcześnie rzucać na głęboką wodę.

Pierwsze wrażenia z ośrodka treningowego Jagiellonii?
– Pozytywne zaskoczenie. Organizacja i jakość treningów robiła na mnie wrażenie. W Mielcu tego brakowało. Do tego bardzo wyrównana kadra, która sprawiała, że na zajęciach można było wiele się nauczyć.

Życie na Podlasiu w Twojej ocenie?
– Szczerze? Białystok to w moim prywatnym rankingu najładniejsze miasto w jakim do tej pory byłem. Mam do niego ogromny sentyment. Ze względu na dobre młodzieżowe lata, oraz dziewczynę, którą tam poznałem.

Wracając do aspektów sportowych. Co najmilej wspominasz?
– W Centralnej Lidze Juniorów zdobyliśmy Mistrzostwo Polski. Na stadionie Znicza Pruszków wygraliśmy z Pogonią Szczecin 4:0 i był to rocznik U-18. Jako ciekawostkę powiem, że rok wcześniej sportowo mieliśmy mocniejszą drużynę, ale brakowało w mniej odpowiedniej atmosfery. To dało mi po raz pierwszy do myślenia, jak ważny jest ten aspekt w piłkarskim życiu.

Kogo byś wyróżnił z Twoich juniorskich czasów w Jadze?
– Na pewno wychowanek Stali Rzeszów – Bartosz Bida. Ponadto Mikołaj Wasilewski, Szymon Łapiński. Wszyscy w dorosłej piłce mieli swoje epizody w pierwszoligowych Wigrach Suwałki. Nie zapominam także o Karolu Spruskim i Mikołaju Nawrockim, który technicznie robił ogromne wrażenie.

A jeśli chodzi o trenerów?
– Zdecydowanie Wojciech Kobeszko. Szkoleniowiec idealnie pasujący do młodzieży. Każdy czuł do niego olbrzymi respect. Potrafił sprowadzić na przysłowiową ziemię każdemu, komu odbijała “sodówka”. Myślę, że do dzisiaj korzystam z jego wielu rad za co jestem mu ogromnie wdzięczny.

Miałeś również epizod z pierwszą drużyną Jagielloni.
– W ostatnim roku byłem włączony do kadry seniorów, którą prowadził Ireneusz Mamrot. Poza treningami nie miałem okazji zadebiutować. Jednak z perspektywy czasu nie mogę powiedzieć, że był to stracony czas. Zajęcia wśród takich graczy jak Taras Romańczuk na pewno pomagały w rozwoju. To zawodnik, który na pierwszy rzut oka nie jest przyjemny, ale na boisku bardzo się stara i dużo od reszty wymaga.

Właśnie. Skoro jesteśmy przy pierwszej drużynie, to powiedz mi jak w drużynach juniorskich odbierane było, że w składzie seniorów większość stanowią obcokrajowcy.
– Nie ukrywam, że taka polityka bardzo nas dziwiła. Pamiętam, że pojechaliśmy kiedyś na obóz i oprócz młodzieżowców było tylko pięciu polaków. Nie chcę oceniać tego, bo każdy klub ma swoją politykę, ale wtedy nawet tworzenie atmosfery w szatni nie należy do najłatwiejszych.

Już wcześniej wiedziałeś, że nie zostaniesz w Białymstoku?
– Myślę, że długo oswajałem się z tą decyzją. Przez ostatnie pół roku były prowadzone ze mną rozmowy, ale poza kurtuazyjnym “zostań u nas” nie usłyszałem żadnych konkretów. Czułem, że wobec mojej osoby nie ma żadnych długofalowych planów. Dlatego sam podjąłem decyzję o tym, iż najlepiej będzie zmienić otoczenie. Patrzyłem też przez pryzmat starszych kolegów, którzy zmarnowali najlepszy czas do zadebiutowania w piłce seniorskiej. Wolałem poszukać coś nawet w 3 lidze, aby tylko być regularnie między słupkami.

Damian Sierant powiedział mi, że przeskok między juniorami, a seniorami jest ogromny. Też tak uważasz?
– Podpisuję się pod tymi słowami. W telewizji, czy z perspektywy trybun tego nie widać, ale w spotkaniach seniorskich piłka jest zdecydowanie szybsza i bardziej nieprzewidywalna. W meczach juniorskich rzadko się zdarza, że gracz spróbuje przelobować bramkarza z kilkudziesięciu metrów. Teraz jestem świadomy, że każdy doświadczony zawodnik spróbuje nawet w najbardziej szalony sposób wykorzystać mój błąd.

Otrzymałeś jakieś konkretne propozycje?
– Dostałem bardzo dużo zaproszeń na testy. Były to kluby nawet pierwszoligowe. Jednak postanowiłem spróbować swoich sił w Rzeszowie. Ze względu na obiecujący projekt i bliską odległość do rodzinnego domu. Ponadto Stal mnie obserwowała, więc wiedziała od razu bardzo dużo na mój temat.

Okres przygotowawczy w Rzeszowie to był Twój dobry czas.
– Nie ukrywam, że początkowo miałem zostać zawodnikiem Stali, który zostanie wypożyczony do Wólczanki Wólka Pełkińska. Jednak pokazałem się z bardzo dobrej strony i zaproponowano mi pozostanie w Rzeszowie z czego bardzo się cieszę. Jako ciekawostkę powiem, że kiedy byłem już wstępnie dogadany ze Stalą, to zacząłem dostawać już bardziej konkretne oferty z innych klubów. To pokazuje, że nawet na testach można dużo zyskać.

Otoczka Stali Rzeszów na Tobie też wywarła dobre wrażenie?
– Powiem tak. Na pewno pod względem organizacyjnym nic nam nie brakuje. Teraz tylko czas, aby zamienić to w sukces sportowy. Polska piłka według moich obserwacji cieszy się popularnością przede wszystkim na poziomie ekstraklasy. Jeśli chcemy, aby na mecze przychodziło po kilkanaście tysięcy ludzi, to musimy wierzyć, że za kilka lat znajdziemy się na tym poziomie.

Taki jest Twój cel ze Stalą?
– Chciałbym, aby moje marzenie spełniały się stopniowo. Najpierw ucieszę się z jakiegokolwiek awansu. Każdy chciałby mieć w piłkarskim CV zapisane wprowadzenie drużyny do wyższej ligi. O ekstraklasie również marzę. Tego nikt mi nie zabroni. A co przyniesie czas? Zobaczymy.

Wiktor Kłos dał na łamach Czwartkowych Rozmów fajne porady dla najmłodszych adeptów. Teraz czas na Ciebie.
– Nigdy nie można mówić, że coś się nie uda. Jeśli nigdy nie spróbujecie, to nie będziecie znali odpowiedzi. Warto walczyć do końca i dopomóc szczęściu! Zawsze walczcie o swoje marzenia i ćwiczcie w sobie cierpliwość. Czas Wam na pewno to wynagrodzi.

Autor tekstu: Sebastian Chyl

Najnowsze aktualności