Wszystkie aktualności

Marek Zub: Byliśmy w trudnym momencie i stanęliśmy na nogi. [ROZMOWA]

sobota, 03/10/2026

Myślę, że kluczowy był mecz w Pucharze Polski z Podbeskidziem – wygrany u siebie po długim okresie bez zwycięstwa, poprzedzony wygraną na wyjeździe z Unią Skierniewice. To był moment, w którym stanęliśmy na nogi – mówi w podsumowaniu pierwszego etapu sezonu trener biało – niebieskich Marek Zub.

Trenerze, za nami pierwszy etap sezonu, wyznaczony przez przerwę reprezentacyjną. Te ostatnie tygodnie pozwoliły na podsumowanie tego, gdzie jesteśmy ? Nie mam na myśli miejsca w tabeli, tylko proces wejścia w sezon. Czy trener jest zadowolony?

Trener Marek Zub: Nigdy nie powiem, że jestem w pełni zadowolony, natomiast największa korzyść, jaka nam się przytrafiła w pierwszych dziewięciu kolejkach, to to, że byliśmy w bardzo trudnym momencie na początku, wędrowaliśmy na dół tabeli i wiadomo, jak to wyglądało. W pierwszych meczach z Arką czy z Chrobrym nie byliśmy wcale tak zdecydowanie słabszym zespołem, jak to pokazywały wyniki, choć stworzyły one perspektywę, że jesteśmy zespołem do spadku.  Najważniejsze było jednak to, że z każdym meczem i treningiem drapaliśmy się do góry – nie tylko w naszej wewnętrznej hierarchii, ale też w tabeli. Przejście od dna do środka tabeli w trakcie budowania grupy i adaptacji nowych zawodników to dla nas najcenniejsza rzecz. Podsumowując krótko – było zdecydowanie więcej plusów niż minusów.

Czy może trener wskazać moment przełomowy, w którym ta początkowo zła passa się odwróciła?

Myślę, że kluczowy był mecz w Pucharze Polski z Podbeskidziem – wygrany u siebie po długim okresie bez zwycięstwa, poprzedzony wygraną na wyjeździe z Unią Skierniewice. To był moment, w którym stanęliśmy na nogi. Ogromnym paliwem była też sytuacja z debiutem bramkowym Szymka Pukały, który wchodząc z ławki, w kilkanaście minut strzelił trzy bramki. Nie pamiętam, żebym wcześniej był świadkiem takiej historii. Pomogły nam też remisy wyciągane w końcówkach czy grając w osłabieniu – jak z Pogonią Siedlce, Odrą czy w Mielcu. Takie momenty budują samoświadomość zespołu.

Do drużyny dołączyło wielu młodych zawodników. Czy są bardziej “wrażliwi” na wynik i miejsce w tabeli od starszych kolegów?

Trener Marek Zub: Z jednej strony są bardziej wrażliwi, ale z drugiej – mniej podatni na przewidywanie tego, co się stanie przed meczem. Młodzi mają mniej doświadczenia, mniej o tym myślą, ale porażki przeżywają na swój sposób i dopiero wtedy zderzają się z rzeczywistością. Cała sztuka polega na tym, aby szybko z tego wyciągali wnioski, bo prawdziwe doświadczenie piłkarskie zdobywa się przede wszystkim w trudnych sytuacjach, pod presją trybun i mediów. Jeśli chodzi o indywidualności, mocno wyróżnił się Szymek Pukała – planowałem dla niego większą rolę dopiero w drugiej części sezonu, ale słabsza forma trochę starszych zawodników i świetna sugestia moich asystentów sprawiły, że dostarczył nam ogromnej jakości już teraz.

Trzeba tę młodzież teraz tonować, żeby po serii wygranych nie uderzyła im do głowy tzw. sodówka?

Chłopaków trzeba obserwować, ale na ten moment nie widziałem żadnych takich ciągot. Na razie wstaliśmy z kolan, a do skakania i łapania najwyższych pułapów jest jeszcze bardzo daleko – do nieba i sodówki też.

Przerwa reprezentacyjna trwa trzy tygodnie. Na czym drużyna koncentruje się w tym okresie?

Skupiamy się na pracy i profilowaniu zawodników. Taka młoda grupa musi uczyć się totalnie wszystkiego: nie tylko jak kopnąć piłkę czy biegać, ale też rozumieć sens i teorię każdego treningu, by efekty na boisku były lepsze.

Mówiliśmy jak dotąd dużo o młodych zawodnikach, ale na wyróżnienie zasługują też Ci bardziej doświadczeni, którzy wzmocnili zespół w tym sezonie. Marco Thiede, Sean Goss, czy Marvin Ritmuller – jak wywiązują się z roli liderów i wsparcia dla młodzieży?

Zdecydowanie pomagają, co widać na boisku i w treningu. Kluczowe było, aby od początku zrozumieli środowisko, do którego trafiają. Bardzo zwracamy na to w Klubie uwagę. Nowi zawodnicy absolutnie nie odstają od tego modelu i dają nam wysoką jakość. Do tego doszedł Amine [Naifi], który trenuje z nami od niedawna, ale pokazuje wysokie umiejętności: kontrolę piłki, drybling, uderzenie i dużą agresję w pressingu.  Musi jeszcze w pełni zaakceptować swoją rolę w defensywie, ale z jego motoryką poradzi sobie z tym spokojnie.

A co z Aleksandrem Buksą? Czy jego powrót do gry jest blisko?

Bardzo blisko.  Myślałem, że zagra już w sparingu z Karwiną, ale zdecydowaliśmy się go oszczędzić i od poniedziałku wchodzi na 100%.  Będzie brany pod uwagę na mecz z Lechią. Wygląda na to, że po raz pierwszy w sezonie będziemy mieli do dyspozycji kadrę w pełnym komplecie.

Z czego będzie trener zadowolony pod koniec rundy?

Z tego, żeby drużyna nie zeszła poniżej obecnego poziomu organizacji i jakości sportowej. Chcemy poprawić naszą skuteczność – w czym mam nadzieję pomoże między innymi powrót Olka. Jeżeli utrzymają ten poziom, będę usatysfakcjonowany, a jeśli uda się dołożyć coś więcej, będę bardzo zadowolony.

Na koniec: przerwę w rozgrywkach wykorzystaliście także na wspólny wyjazd w Bieszczady. Czy ten wypad pozwolił dodatkowo scalić zespół?

Jeśli w trakcie takiego wydarzenia nie ma bójki między zawodnikami i nikt nie uciekł, to znaczy, że się udał (śmiech).  U nas było mnóstwo zabawnych sytuacji, Nawet niesprzyjająca pogoda była wyzwaniem, które pomogło zacieśnić relacje – zwłaszcza nowym graczom, takim jak Amine, którzy spędzili razem kilka dni na szlaku, w hotelu i w autokarze,  Było to w pełni pozytywne doświadczenie.

Dziękuję za rozmowę.

Najnowsze aktualności