Artykuły

Czwartkowe Rozmowy #13 – Marcel Kotwica

czwartek, 30/07/2020

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły autorstwa Sebastiana Chyla na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

Autor tekstu: Sebastian Chyl
8+

Czwartkowe Rozmowy to format w którym publikujemy niezwykle ciekawe wywiady i artykuły autorstwa Sebastiana Chyla na temat osób związanych ze Stalą Rzeszów.

W ostatniej części Czwartkowych Rozmów z Marcelem Kotwicą skupiamy się na sześcioletniej przygodzie z Puszczą Niepołomice, transferze do Rzeszowa, oraz zakulisowych aspektach funkcjonowania polskiej piłki. Jeśli nie czytaliście poprzednich części, to koniecznie nadrabiajcie zaległości.

Część I Część II

Od Niepołomic do Rzeszowa!

Marcel Kotwica w barwach Puszczy Niepołomice

Wracając do Twojej kariery piłkarskiej. Transfer do Puszczy Niepołomice.
– Dostałem zaproszenie na tygodniowe testy z możliwością przedłużenia. Zagrałem w nich trzy sparingi z drużyny ekstraklasowymi. Wywarłem dobre wrażenie na sztabie szkoleniowym i podpisałem kontrakt. Nie ukrywam dla mnie robiący wrażenie po tylu latach gry bez pieniędzy.

Spędziłeś tam 6 lat. Pewnie jest, co wspominać.
– Każdy sezon miał swój urok. Początkowo u trenera Dariusza Wójtowicza zagrałem większość spotkań. Niestety mimo dobrej drużyny spadliśmy z pierwszej ligi.

Jednak się nie poddałeś i już po czasie świętowałeś powrót na ten szczebel rozgrywek.
– Po przyjściu trenera Tomasza Tułacza dużo rzeczy zmieniło się na lepsze. Zaczął tworzyć się zespół, który grał ciekawą piłkę i miał świadomość swojej jakości. Awansowaliśmy na zaplecze ekstraklasy i dwukrotnie zagraliśmy w ćwierćfinale Pucharu Polski. Każdy, kto przyjeżdżał do nas musiał się liczyć, że będzie ciężko. Przekonały się o tym Lechia Gdańsk i Korona Kielce.

Jak spoglądałeś na graczy z tego najwyższego poziomu w bezpośredniej rywalizacji?
– Szczerze to nie było takiej osoby, która wywarła na mnie jakieś przeogromne wrażenie. Na pewno w szczytowej formie wyróżniał się Semir Stilić i Dani Ramirez występujący wtedy w ŁKS-ie Łódź. Widać było, że ma przysłowiowy błysk i robi różnicę na boisku, aczkolwiek nie był to dla nas nieosiągalny poziom.

Funkcjonowanie Puszczy na przestrzeni lat jakbyś scharakteryzował?
– Nie ma co ukrywać, że jest to mały klub. Początkowo bywało różnie. Jednak to, co będę powtarzał zawsze. Byli tam ludzie bardzo charakterni i słowni. Każdy z pracowników był bardzo fair-play. Dzięki nim i Burmistrzowi Romanowi Ptakowi, oraz Januszowi Karasińskiemu zrobiono tam ogromny progres. Wystarczy spojrzeć na stadion. Gdy przychodziłem, to była stara trybuna na poziomie klasy okręgowej, a teraz jest stadion z oświetleniem, na którym aż chce się grać. Na pewno jest to klub, który przez lata może być stabilnym pierwszoligowcem.

Koledzy w szatni. Najbarwniejsze postacie w Twojej karierze?
– Sporo ich było! Na przestrzeni lat spotkałem wielu doświadczonych zawodników.  Ale nikt nie przebił Mateusza Bartkowa. Zawsze potrafił rozluźnić atmosferę w szatni i zapewnić nam ogromną dawkę śmiechu. Bardzo dużo nauczyłem się od doświadczonych zawodników, z jakimi mogłem trenować. Mógłbym długo wymieniać, ale tak na szybko. Michał Mikołajczyk, Michał Czarny, Piotr Stawarczyk, Ionginus Uwakwe, Łukasz Szczepaniak, Paweł Strózik, Marcin Zontek, Dawid Nowak, Andrzej Sobieszczyk, Marcin Orłowski, Jakub Zagórski, Karol Niemczycki, Dawid Ryndak, Piotr Madejski, Zbigniew Zakrzewski, Adrian Napierałą, Witold Cichy, Dariusz Gawędzki czy Marcin Stefanik.

Same Niepołomice jak wspominasz?
– Bardzo dobrze. Jest to ładne, przyjemne miasto do zamieszkania. Przyciąga wielu ludzi z uroczym zamkiem. Z jednej strony jest blisko Krakowa, co daje mu duży atut, a z drugiej można odpocząć od krakowskiego zgiełku.

Z racji odległości skauci Wisły i Cracovii gościli na Waszych meczach?
– Oczywiście. Praktycznie na każdym meczu była delegacja z obydwu klubów. Często widziałem chociażby Michała Probierza. Nie oszukujmy się. Na naszych pojedynkach można było zobaczyć wielu utalentowanych zawodników.

Mimo tego i tak woleli stawiać na obcokrajowców.
–  To rozległy temat. Powiązany wieloma niekoniecznie prostymi łańcuchami. Trzeba na to wszystko spojrzeć z każdej strony. Niestety takie są realia, że naprawdę niekiedy włodarze piłkarscy zaglądając do klubowej kasy wolą sprowadzić taniego słowaka, aniżeli krajana, który jest związany wieloma koneksjami managerskimi.

W sumie dobrze, że zmieniłeś Klub mający siedzibę tak blisko Krakowa. Uciekłeś od potencjalnej oferty Wieczystej!
– Nic się nie dzieje bez przypadku! To nie jest obecny etap w mojej przygodzie piłkarskiej. Myślę, że ze Sławomirem Peszko, Piotrem Madejskim i Dariuszem Gawęckim mogą spokojnie walczyć o aktualne cele. Mimo wielu opinii na temat Wieczystej, to powiem tylko, że szanuję każdą koncepcją ludzi biznesu, którzy chcą swoje pieniądze lokować w futbolu.

Po Niepołomicach nagle zmiana na Rzeszów. Dlaczego?
– Doszedłem do takiego etapu, że stwierdziłem, iż w Niepołomicach nic więcej pod względem sportowym nie osiągnę. Potrzebowałem nowych wyzwań, a Stal Rzeszów mi to dawała. Mam jeszcze chęć i ochotę, aby spełniać kolejne cele i wyzwania. Cieszę się, że w Niepołomicach pozostawiłem po sobie dobre wrażenie. Mam nadzieję, że w Rzeszowie będzie podobnie!

Nie rozwinąłeś, czym Stal Cię przekonała?
– Pewnie te słowo się powtarza, ale projekt. Widziałem jak to wygląda i nie ukrywam, że dużo w środowisku mówiło się o funkcjonowaniu Stali. Są tutaj ludzie, którzy mi mogą wiele pomóc pod kątem rozwoju piłkarskiego, ale także w innych obszarach można się rozwijać przy kompetentnych i życzliwych osobach. Ponadto mam blisko do rodzinnego Kraśnika, a żonie nieznacznie wydłuża się odległość do swoich stron. Mam niespełna 30 lat. Sporo grania przede mną. Jestem tutaj po to, aby spełniać marzenia. Moja przygoda z futbolem pokazuje, że warto doceniać wszystko. W Stali niczego mi nie brakuje. Nie mam prawa narzekać. Nic tylko skupić się na własnym rozwoju i całego klubu.

Autor tekstu: Sebastian Chyl

Najnowsze aktualności